"Nakarm mój lud"

Mam na imię Kasia i 10 lat temu otrzymałam od Boga charyzmat radości. Od tej pory moim pragnieniem jest, by zarażać świat Boską radością. Mogłam to uczynić na ostatniej niedzieli, 8 sierpnia 2021 r. w Dźwirzynie, gdzie mówiłam świadectwo. Jednak zanim zaczęłam, na modlitwie Ojcze Nasz zobaczyłam obraz chlebów i usłyszałam słowa Jezusa, by karmić lud Boży. Wtedy w sercu zapytałam: „Jak, Panie?”. Duch Święty odpowiedział mi, że słowem świadectwa i słowem proroctwa.

Słowa proroctwa: Pan przychodzi do naszych lęków. Jest mężczyzna, który boi się, że straci pracę. Pan ci mówi: „Nie stracisz jej. Ja jestem Panem życia i śmierci i mam każdy los w swoim ręku”. Jest bardzo wiele zalęknionych serc, a 10-15 osób jest sparaliżowana lękiem – nie możecie pracować, wychodzić do ludzi. Pan dotyka tych przypadków. Pan chce scalać wasze małżeństwa. Pan przychodzi do osób, które mają przekonanie, że życie już się skończyło, że nic dobrego się nie wydarzy. Pan wznieca waszą nadzieję i chce was powoływać do swojej misji.

Za każdym razem, gdy mowa jest w Piśmie o tym, że Bóg karmi swój lud oznacza to, że Pan pragnie ożywić ludzi. Duch Święty przychodził z ożywieniem poprzez dar łez i radości. Były osoby, które potwierdzały mi przekazywane słowa. Wiele osób „częstowało się” książką. Na koniec dnia zrozumiałam, że właśnie słowem pocieszenia karmiłam lud Pana. Bo przecież jemy i nie jesteśmy zaspokojeni, a nawet umieramy (J 6,50). Pojęłam co oznaczały słowa Jezusa, że sam chleb to stanowczo za mało. Sam chleb nie wystarczy, by poczuć spełnienie i radość. Potrzebujemy prawdziwego nasycenia. Tym było słowo od Boga, które niosłam tego dnia. Bo Bóg jest Tym, który roztacza nad nami słowa życia, uzdrowienia, pocieszenia, wolności.

Bóg chce ożywić także ciebie!

Cokolwiek przeżywasz, w każdym obszarze życia Bóg chce tchnąć ożywienie – tak jak to zrobił w życiu Eliasza i w moim! Moja historia zaczyna się od braku życia i totalnego smutku. Doświadczyłam tego, że życie boli, jest niedolą, nieszczęściem. Ale nie tylko ja tego doświadczyłam. Eliasz także prosił Boga: „Odbierz mi życie” (1 Krl 19,4). Z jednego z największych proroków, charyzmatyków, Bożych wysłańców, który widział rozmnożenia, wskrzeszenia, cuda też uciekło życie. Izolował się, poddał i pragnął zakończyć swój los. Sytuacja, w której się znalazł przerosła go. Przestraszył się (1 Krl 19,4), bo zły człowiek mu zagroził. Ale Bóg nie reaguje na prośbę Eliasza, a robi coś odwrotnego. Bóg posyła anioła, który karmi Eliasza, by ożywić go. Gdy Eliasz nie reaguje, sytuacja powtarza się, a wtedy umocniony prorok wraca do swojego powołania i rusza w drogę.

W dolinie życiowych porażek i upadku zbiera się Boża chwała. W czasie moich smutków spałam tak jak Eliasz, bo sen to rewelacyjny sposób na przygnębienie i lęk, ale Bóg i mnie obudził. Zesłał anioła, by mnie trącić, a stało się to przez Jego słowo; słowo proroctwa, które usłyszałam na Eucharystii. Dokładnie takie słowo, którym ja służyłam ludowi Pana kilka dni temu w Dźwirzynie.

Czasem myślimy, że musimy się mocno napracować, by coś otrzymać i zmienić swoje położenie. Ale słowo przekonuje, że sam Bóg wystarczy! Że On daje darmo wszystkie zasoby, których potrzebujemy, by odmienić nasz los. Eliasz chciał umrzeć, a dostał jedzenie, odwagę i chwałę Bożą, która pobudziła i skłoniła do ponownego działania. Wystarczy, że uwierzymy, bo dzieła Boga polegają na tym, że uwierzymy w Jezusa (J 6,29). On robi wszystko za nas, a bez Niego nic nie możemy (J 15,5).

Jeśli chcecie zaprosić Winnicę Radości do parafii, napiszcie na kontakt@winnicaradosci.pl . Czekam na wasze komentarze :-)

Niech was spotka wiele radości!

Kategoria: 
Radość

Dodaj komentarz

CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.
CAPTCHA obrazkowa
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.